Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Raczkowo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Raczkowo. Pokaż wszystkie posty

piątek, 22 stycznia 2016

Dziś Dzień Dziadka...

...ale dla mnie właściwie cały rok 2016 będzie Rokiem Babci i Dziadka.
Ponieważ jednak staram się opowiadać tę historię w miarę chronologicznie, to teraz przyszedł czas na kolejny list do Najczcigodniejszego Księdza Wizytatora zachowany w Archiwum Zgromadzenia Misjonarzy w Krakowie. 
Autorem jego był - o ile dobrze odcyfrowuję podpis - ksiądz Józef Leńko, datowany zaś jest w Poznaniu, dnia 21 grudnia 1930 roku i zaczyna się od "najszczerszych życzeń zdrowia wszelkich pomyślności i obfitego błogosławieństwa Bożego", zasyłanych z okazji nadchodzącego Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Reszta to krótkie doniesienia o różnych aktualnych sprawach, wśród których jest i wątek ks. Kaingby (tu po raz pierwszy i jak dotąd jedyny w znanych mi źródłach międzywojennych nazwisko Dziadka pisane jest łącznie; taka pisownia przyjmie się w Polsce Ludowej):
Ks. Wizytator pozwoli, że doniosę pokrótce o losach Ks. Kaingby, którego Ks. Biskup Laubitz zasuspendował. Na jego probostwie doszło do powiększenia społeczeństwa [podkr. moje - EK]. Jedni posądzali, że to on był powodem. Doniosło się to do Biskupa. Inni zaś twierdzą, że Ks. Kaingba stał się tylko ofiarą swojej nieostrożności, przyjmując na gospodynię matkę z córkami, złego życia, o czem nie wiedział.
Finezja tej frazy - "doszło do powiększenia społeczeństwa" - musi budzić podziw dla językowej inwencji nadawcy listu, chyba że był to przyjęty w kręgach kościelnych eufemizm informujący o narodzinach nieślubnego księżowskiego dziecka. Pomówienie Anastazji i jej córek o to, że były one "złego życia", to zwykła niegodziwość podyktowana chęcią wybielenia osoby duchownej i nie warto się nad nią rozwodzić. Fizyczne podobieństwo między moim Ojcem i moim Dziadkiem było tak ewidentne, że wyparcie się więzów krwi nie wchodziło w grę, nie sądzę zresztą, by Kaingba kiedykolwiek brał to pod uwagę. Każdy, kto widział tych dwóch śniadoskórych mężczyzn razem, musiał się domyślić, co ich łączy.
W kolejnym liście do Wizytatora, z 17 stycznia 1931 roku, ksiądz Leńko zawiadamiał: 
Donoszę Przewielebnemu Ks. Wizytatorowi, że ks. Kaing-Ba [tu pisownia rozłączna - EK] znajduje się na probostwie w Obrzycku u Ks. proboszcza [Pawła - EK] Dziubińskiego. Zajął się nim Ks. [Julian - EK] Wilkans tutejszy dziekan wojskowy. Według opowiadania Ks. Wilkansa wszystko jest obecnie na najlepszej drodze i że nawet Ks. Kaing-Ba oświadczył, że chętnie wróciłby do Zgromadzenia i nawet pojechał do Chin.
Dla zneutralizowania niemiłej (przynajmniej dla mnie) wymowy tych fragmentów, które w dodatku wypadło mi przytaczać w Dniu Dziadka, zamieszczam także zdjęcie Babci Heli z synkiem Zbyszkiem w mundurku zucha - chłopiec ma tu już więc co najmniej 8 lat (do zuchów należały dzieci w przedziale wiekowym 8-11). Nie wiem, jak trafiło ono do krakowskiej teczki z aktami personalnymi Kaingby, ale bardzo się na jego widok ucieszyłam. Dla obojga moich Rodziców harcerstwo stanowiło ważny element ich dzieciństwa i młodości, choć poznali się poza nim, w poznańskim klubie YMCA.

wtorek, 19 stycznia 2016

Buchowscy z Raczkowa

Z Raczkowem związany jest ród Buchowskich, tamtejszych właścicieli ziemskich. Wywodzi się z niego mój uniwersytecki kolega, profesor Michał Buchowski (z Buchowic, herbu Sas), antropolog kultury. Z nim to spotykam się czasem w pociągu EuroCity na trasie Poznań-Rzepin-Poznań, gdyż obojgu nam zdarza się prowadzić zajęcia ze studentami w słubickim Collegium Polonicum. W drodze powrotnej, utrudzeni dydaktycznym wysiłkiem, zasiadamy niekiedy w wagonie Warsu i popijając piwo, gawędzimy o sprawach różnych.
I otóż razu pewnego zdarzyło się, że zaczęłam opowiadać Michałowi o moim Dziadku. Był to okres (mniej więcej półtora roku temu), kiedy po swoich sześćdziesiątych urodzinach doszłam do wniosku, że "kto, jeśli nie ja, kiedy, jeśli nie teraz" ma spisać historię Józefa Kaingby i Heleny Kraskowskiej, więc póki co próbowałam swych sił w narracji ustnej. Michał słuchał z uwagą, aż nagle rzekł: - Słuchaj, a czy ten twój dziadek nie był przypadkiem księdzem w Raczkowie?
Od słowa do słowa okazało się, że mój kolega z rodzinnych przekazów znał opowieść o księdzu Chińczyku z Raczkowa, który uwiódł służącą i miał z nią dziecko, skutkiem czego musiał opuścić parafię. Hela oczywiście żadną służącą nie była, choć - jak już wspominałam - jej matka Anastazja prawdopodobnie przez krótki czas pracowała jako gospodyni księdza Kaingby. Bardzo uradowani tą koincydencją postanowiliśmy z Michałem przy okazji wybrać się  razem do Raczkowa (jego rodzina ma tam okazały grobowiec), ale na razie tego planu jeszcze nie zrealizowaliśmy.
I tyle tylko w tej dzisiejszej dygresji z teraźniejszości chciałam napisać, upewniwszy się najpierw, że prof. Buchowski nie ma nic przeciwko temu.

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Parafia Wszystkich Świętych w Raczkowie

Z cytowanego listu można się domyślać, że latem 1928 roku ksiądz Kaing-Ba opuszczał Bydgoszcz w niejakim pośpiechu, może nawet było to coś w rodzaju ucieczki. Czy zdołał tam jeszcze wrócić, tego nie wiem, w każdym razie w tym momencie urywa się bydgoski epizod jego biografii. W obliczu skandalu wywołanego romansem z Helą władze kościelne wszakże zadziałały szybko i sprawnie - już w październiku kłopotliwy kapłan znalazł się w Raczkowie niedaleko Skoków jako administrator parafii Wszystkich Świętych, gdzie proboszczem był ksiądz Fengler (imienia jeszcze nie ustaliłam).
Dzięki kwerendzie, jaką w gnieźnieńskim Archiwum Archidiecezjalnym przeprowadził dla mnie pewien młody historyk (a którą w najbliższym czasie zamierzam kontynuować), wiem, że już 30 października 1928 roku ksiądz Kaing-Ba udzielił tam pierwszego chrztu. Od 1 stycznia 1929 roku przejął od proboszcza Fenglera "opiekę duchowną" w nieodległym Zakładzie Wychowawczym w Antoniewie (dziś Młodzieżowy Ośrodek Wychowawczy im. Janusza Korczaka). 
7 kwietnia 1930 roku ksiądz Kaing-Ba ochrzcił swojego syna Zbigniewa, urodzonego w Raczkowie 4 dni wcześniej (3.04). Rodzicami chrzestnymi byli Anastazja Kraskowska i mieszkaniec Raczkowa Włodzimierz Skrzyński.
W latach 80. mój Ojciec wybrał się do Raczkowa odwiedzić swojego ojca chrzestnego i wrócił z tej wizyty dość zadowolony, choć małomówny. Nie poprosiłam go wtedy, żeby mnie ze sobą zabrał - jakoś nie przyszło mi to do głowy. Sam z siebie rzadko poruszał kwestię swego pochodzenia, a ja tę jego powściągliwość szanowałam. Wobec osób trzecich mówił o Kaingbie jako o swoim stryju, a do niego zwracał się per "ty". Ja Dziadka nazywałam wujkiem.

Raczkowo to mała wieś z pięknym drewnianym kościółkiem z XV wieku...




















...i okazałym domem parafialnym. Przyjemnie jest wybrać się tam z Poznania na krótką wycieczkę. Odbyłam takich wycieczek parę i zawsze przy tym myślę o Heli - ile czasu tam spędziła, kto pomagał jej przy porodzie, co się działo w następnych tygodniach? W każdym razie pod koniec kwietnia Anastazja, Klara i Helena z nieślubnym synem Zbigniewem są już zameldowane w Poznaniu na ulicy Świerczewskiej (Dębiec); Truda z mężem niebawem zamieszka w pobliżu. W tym mieszkaniu (jeden duży pokój z kuchnią i wychodkiem na klatce schodowej) będę jako dziecko częstym gościem.